"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana
od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest
przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość
ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań
otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób
(informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga,
który Cię nominował."
Pytania:
1. Co skłoniło Cię do założenia bloga?
2. Jest coś, co szczególnie daje Ci natchnienie do pisania?
3. Przyznaj się w tej chwili do jakiego domu w Hogwarcie należysz!
4. Uwielbiam podróżować pociągiem. Czy Ciebie też to w jakiś sposób kręci? Uzasadnij.
5. Masz możliwość spełnienia jednego swojego marzenia. Co by to było i dlaczego?
6. Kawa czy herbata? A może czekolada? ;>
7. Co robisz zaraz po wstaniu z łóżeczka?
8. Co sądzisz o tolerancji? Czy sama jesteś tolerancyjna?
9. Gdybyś miała możliwość spotkania jednej osoby, kto by to był i dlaczego? <Jakieś ładne uzasadnienie proszę!>
10. Twój próg bólu?
11. Podaj trzy ciekawostki o sobie!
Co skłoniło Cię do założenia bloga?
Na informatyce każdy musiał założyć bloga i dodać minimum 3 wpisy. Nie mogliśmy powtarzać tematów już istniejących, to miało być coś naszego, więc mój wybór padł na opowiadania, których już trochę zalegało na pulpicie. Stwierdziłam, że może nikomu nie zryję psychiki xD
Jest coś, co szczególnie daje Ci natchnienie do pisania?
Za każdym razem jest to coś innego. Piosenka, jakaś osoba na ulicy, albo #życiowerozkminy. Jednak miejscem, gdzie zawsze mam największe natchnienie jest sala od fizyki. Tego się po prostu nie da słuchać i trzeba myśleć o czymś innym xD
Przyznaj się w tej chwili do jakiego domu w Hogwarcie należysz!
SLYTHERIN FOREVER <3
Uwielbiam podróżować pociągiem. Czy Ciebie też to w jakiś sposób kręci? Uzasadnij.
O tak! Podróże pociągiem to jest to! Ten lekko PRL-owski klimat starych pociągów, miarowy stukot. Kojarzy mi się to z dzieciństwem, wakacjami. Gdy słyszę pociąg od razu mam wizję przygody, czegoś niesamowitego.
Masz możliwość spełnienia jednego swojego marzenia. Co by to było i dlaczego?
Chciałabym, żeby moja praca była jednocześnie moją pasją. To sprawia, że jest się szczęśliwym, a przecież szczęście to podstawa ;)
Kawa czy herbata? A może czekolada? ;>
Kawa o każdej porze dnia i nocy pod każdą postacią. Dziękuję za Starbucksy *.*.
Co robisz zaraz po wstaniu z łóżeczka?
Odpisuję znajomym xD Mają dziwny zwyczaj pisania do mnie w środku nocy xD
Co sądzisz o tolerancji? Czy sama jesteś tolerancyjna?
Myślę, że tolerancja jest ważna, jednak do pewnego stopnia. Rozumiem i popieram tolerancję np. wobec osób homoseksualnych, ale gdy ktoś na siłę stara się nam wcisnąć swoje przekonania, z którymi my się nie zgadzamy, jednocześnie zarzucając, że nie chcąc ich przyjąć, jesteśmy nietolerancyjni, to już przesada.
Gdybyś miała możliwość spotkania jednej osoby, kto by to był i dlaczego? <Jakieś ładne uzasadnienie proszę!>
Myślę, że wybrałabym Jane Austen. Wybrałam ją, bo myślę, że do niej miałabym najwięcej pytań, na które nikt inny nie byłby w stanie mi odpowiedzieć. Jak to jest żyć w czasach, gdy głównym celem kobiety jest znalezienie bogatego męża. Jak trudno jest przeciwstawić się konwenansom. Jak to jest opisywać tak piękną miłość, jednocześnie nie mając zbyt dużego doświadczenia. Ciekawe co by powiedziała po przeczytaniu 'Pięćdziesięciu twarzy Grey'a" xD
Twój próg bólu?
Jeszcze nie testowałam xD
Podaj trzy ciekawostki o sobie!
1. Ludzie zazwyczaj dziwią się słysząc, że słucham od romantycznych francuskich piosenek, przez musicalowe do metalu, albo że nałogowo czytam romanse, jednocześnie uwielbiając horrory i kryminały, w których bohater im bardziej jest szalony tym lepiej :D
2. Nie istnieje dla mnie miejsce, w którym nie da się czytać :D
3. Nie wychodzę nigdzie bez wyprostowanych włosów, bo wyglądam jakbym całą noc nie robiła nic innego, tylko je tapirowała ;-;.
Tradycyjnie nikogo nie nominuję.
Wcześniejsze nominacje możecie znaleźć w zakładce 'nominacje'. Bo kto by się spodziewał, że tam się schowały, no nie? :D
Dawno mnie tu nie było. Tłumaczenia nie mają sensu. Zauważyliście pewnie, że przestałam również komentować Wasze blogi. Do tej pory nie miałam na to czasu, ale moim noworocznym postanowieniem jest to zmienić! ;) Miniaturka poniżej jest pierwszą rzeczą napisaną od września, więc nie jest najwyższych lotów.
Nie ma morału, puent. Po prostu przedstawia sytuacje, które mogłyby stanowić odrębne miniaturki, a stały się jedną, której punktem wspólnym jest świąteczny wieczór. Mam nadzieję, że się spodoba :) Wesołych Świąt!
/ Przepraszam za błędy, jest nie zbetowana.
Śnieg padał nieprzerwanie od kilku dni, otulając zimną
pierzyną miasto. Brązowowłosa kobieta tupała niecierpliwie, stojąc przy pomniku
Merlina, jednocześnie rozglądając się dookoła. Gdy w zasięgu jej wzroku
pojawiła się roześmiana blondynka, ruszyła w jej stronę i po krótkim przywitaniu
, obie skierowały się w stronę pobliskiej kawiarni, gdzie czekała na nie Ginny.
Po ukończeniu Hogwartu ich drogi się rozeszły, więc postanowiły spotykać się
przynajmniej raz w miesiącu, by całkowicie nie stracić kontaktu.
Gdy tylko Hermiona i Luna przekroczyły drzwi kawiarni, odurzył
ich zapach czekolady i pomarańczy. Wnętrze aż zachęcało do odwiedzin w tak
mroźny dzień.
Podeszły do stolika, przy którym siedziała rudowłosa i
bez słów powitania zasypały ją pytaniami
- Jak przygotowania do ślubu? Kiedy odbierasz suknię?
Byłaś już na próbnym makijażu? Wybraliście w końcu z Harry’m salę?
Ginny roześmiała się widząc ich entuzjazm i zaczęła
odpowiadać na ich pytania. Gdy zakończyła opowieść, o tym jak wszyscy myślą, że
to Blaise jest jej narzeczonym , żadna się nie odezwała. W końcu Hermiona
przerwała ciszę.
- Mam wrażenie, że Harry nie angażuje się w swój własny
ślub.
- To nie tak…
- A jak inaczej nazwiesz to, że nie poszedł z tobą na
żadne spotkanie?
- Po prostu ma
dużo pracy…Cam dzisiaj nie będzie?
- Pakuje się na tą
swoją szaloną podróż z Malfoy’em i nie zmieniaj tematu.
- Przecież nie zmieniam. Cieszą się sobą jak małe dzieci…
Uroczo się na nich patrzy.
Hermiona chciała coś powiedzieć, lecz wpatrywała się
zdziwiona w Lunę, która przepraszając je, wybiegła z kawiarni, wołając w stronę
mężczyzny, którego żadna z nich nie znała.
***
Po spotkaniu z Ginny, nie potrafiłam się na niczym
skupić. Krążyłam po mieście w poszukiwaniu prezentów, lecz nic nie
przyciągało mojej uwagi. Martwiłam się o Rudą. Zarówno ona jak i Harry zmienili
się po wojnie, ale wciąż ciągnęli swój związek. Nie było między nimi już
tego uczucia, które kiedyś było tak widoczne i nie byłam przekonana czy ślub to
dobry pomysł. Nie powinni się wiązać na stałe.
Spojrzałam na wystawę sklepu, w którą wpatrywałam się od kilku od kilku dobrych
minut, a której nie dostrzegałam zbyt zatopiona w myślach i uśmiechnęłam się do
siebie. Znalazłam idealny prezent, który był równocześnie okazją by powiedzieć
Jemu coś, co chciałam przekazać mu już od kilku dni, lecz nie wiedziałam
jak.
***
Wybiegłam z kawiarni, ponieważ zauważyła czuprynę lekko kręconych
włosów i charakterystyczny pijacki chód. To był Rookwood. Zdziwiłam się widząc
go w centrum Londynu, ponieważ zazwyczaj nie opuszczał swojej samotni pod
miastem. Nie chciałam go śledzić, nie przyszło mi to nawet do głowy. Po prostu
chciałam się przywitać. Zapytać co tu robi. Jednak brunetka, do której
podszedł sprawiła, że stanęłam w pół kroku. Widać było, że się znają i
bynajmniej nie jest to znajomość powierzchowna. Co prawda między mną, a
Augustusem nie padły żadne deklaracje, ale byłam przekonana, że nie są
potrzebne.
Odwróciłam się i ruszyłam w przeciwnym kierunku. Nie będę robić wyrzutów
wolnemu człowiekowi choćby nie wiem jak zabolał mnie ich widok.
***
Siedziałam bezmyślnie mieszając swoją kawę. Wiedziałam,
że Hermiona ma rację. Harry kompletnie nie angażował się w organizację
ślubu. Salę wybierał z nią Blaise, menu również. Potter nie potrafił nawet
zdecydować się na kolor zaproszeń i dodatków. No właśnie – „ Potter”… Coraz częściej tak o nim
myślałam, a to chyba nie wróżyło małżeńskiemu szczęściu. Przy wybieraniu
sali wszyscy brali Blaise’a za mojego narzeczonego. Po kilku dniach słuchanie
"jaką państwo są zgodną i dobraną parą" stało się krępujące. W końcu
przestaliśmy ich wyprowadzać z błędu. Dzisiaj też z nim miałam iść na ostatnią
przymiarkę sukni. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie wątpliwości
Hermiony, które także i mnie nie dawały spokoju.
***
- Cam chodź wreszcie! Zaraz spóźnimy się na samolot!
Dlaczego nie możemy podróżować za pomocą świstoklików?
Moje spojrzenie chyba mówiło wystarczająco wiele.
- Zgodziłam się na tą szaloną podróż, podkreślam w święta, tylko i wyłącznie
dlatego, że cię kocham. Więc nie marudź jak Snape, gdy McGonagall chce mu matkować.
- Postawiłaś swoje warunki...
- Dwa dni świąt ze śniegiem, zapasem mandarynek i komediami romantycznymi , to
nie jest dużo.
Jego wzrok był powątpiewający. Bardzo powątpiewający. Pomyślałam jak bardzo
musi mnie kochać zmuszając się do mugolskich środków transportu i komedii
romantycznych, czyli dwóch rzeczy, których nie znosił najbardziej. Ogarnęło
mnie dziwne, ale miłe uczucie.
Nie znał moich myśli, więc zdziwił się gdy podeszłam i go pocałowałam, a nasze
wyjście znów się opóźniło.
***
Próbowałam ułożyć włosy, jednocześnie wspominając
jak znalazłam się w tej sytuacji.
Nigdy bym nie pomyślała, że to właśnie w trakcie wojny znajdę największe szczęście.
Z Ronem dawno nie miałam już nic wspólnego. Rozmawiałam z nim tylko dlatego, że
był bratem mojej przyjaciółki. Chodziłam własnymi drogami i to w końcu
mnie zgubiło. Doprowadziło do sytuacji, w której musiałam zaciągnąć dług,
a jedyną osobą która mogła mi pomóc był Severus Snape. Nie był z tego powodu
szczęśliwy, ale mi pomógł. Dziwię się teraz, że będąc zabawką w
rękach dwóch wielkich czarodziejów znalazł jeszcze siłę by użerać się z wkurzającą
gryfonką. Musiał ze mną spędzić codziennie przynajmniej dwie godziny by
wiedzieć jak mi pomóc. Na początku nie pozwalal mi się odzywać. Co
oczywiście ignorowałam. Później się kłóciliśmy. Uważał, ze moje podejście
do życia jest złe, że ciągle mówienie prawdy jest niebezpieczne, powtarzał, że
wszyscy kłamią. Ja wytykałam mu, że nie można ciągle ukrywać prawdy, że w
końcu noga się potknie. On jako przykład stawiał siebie. Nie można było temu
zaprzeczyć, ja mimo wszystko próbowałam. W kłótniach coraz bardziej
odbiegaliśmy od meritum. Imponowała mi jego inteligencja. Z czasem zaczęłam
dostrzegać coś więcej. Dostrzegać, że ten zimny człowiek też ma uczucia,
że jest zmęczony obecną sytuacją, że nie zależy mu na własnym życiu i
wyczekuje śmierci. Chciałam to zmienić. To było głupie, w końcu co
mogła zwykła gryfonka?
Otrząsnęłam się z
wspomnień i zeszłam na dół. Czytał książkę. Spojrzał na mnie z grymasem, który
ukrywał uśmiech. Nie był przystojny, ale w jego twarzy było coś co sprawiło, że
w moim brzuchu odezwało się stado motyli.
- Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha Granger – jego
głos jak zwykle był przepełniony ironią.
Wręczyłam mu niewielkie pudełko
- Wiem, że to jeszcze nie czas, ale...
W tym momencie nie byłam odważną gryfonką. Przez głowę przeleciało mi tysiąc
myśli, od zdziwienia do tego, że mnie zostawi. W końcu niczego sobie nie obiecywaliśmy.
Bałam się jego reakcji.
Otworzył pudełko i spojrzał na mnie z kamienną twarzą.
- Skoro tak, również nie będę dłużej czekał.
Gdyby ktoś w tym momencie chciał zbadać mój puls, na
pewno wylądowałabym na intensywnej opiece magicznej.
Z szat wyciągnął pudełko, które było miniaturka, tego, które on dostał
ode mnie. Teraz głowę miałam pustą. Otworzyłam je i moim oczom okazał się
złoty pierścionek. Wpatrywałam się w niego nie mogąc wydusić słowa.
- Tylko nie każ mi klękać Granger – przez ironię przebrzmiewało lekkie spięcie.
Podeszłam do niego i lekko go pocałowałam.
- Myślałem Granger, że moja przyszła żona będzie bardziej wygadana.
- Jeszcze będziesz mieć dość mojego gadania Snape - odpowiedziałam powracając
do przerwanej czynności.
***
Siedziałam przy zastawionym stole i czekałam aż Harry
wróci z pracy. Powinien być już godzinę temu. Zdarzyłam przez ten czas wiele przemyśleć.
Nagle w drzwiach zazgrzytał klucz. Czekałam, aż Harry wejdzie do salonu.
- Gin przepraszam jestem zmęczony. Nie mam siły by tu siedzieć, marzę
tylko o śnie.
Spojrzałam na dania stojące na stole, nad którymi spędziłam pół dnia i tylko
upewniłam się w swojej decyzji.
- Daj mi tylko pięć minut, Harry.
Potter spojrzał na mnie zdziwiony.
- Nie może to zaczekać do jutra?
Po raz pierwszy od wojny odezwała się we mnie odwaga, a nie uległość.
- Nie Harry. Ja nie chcę takiego życia. Nie kocham cię.
- Co moje spóźnienie ma do miłości?
- Nie chodzi o spóźnienie. Każde z nas żyje swoim życiem. Spójrz na Cam i
Draco, na Millie i Nevilla. Nawet Snape okazuje Hermionie, że jest dla niego
ważna. My nie potrafimy się znaleźć. Staliśmy się sobie obojętni.
Harry milczał przetrawiając moje słowa. Ja jednak nie czekałam na jakąkolwiek
reakcję z jego strony. Chwyciłam kurtkę i ruszyłam w stronę drzwi.
- Jutro przyjdę po swoje rzeczy.
Wpatrywał się we mnie z miną zbitego psiaka. Zignorowałam to choć nie było łatwo
i wyszłam.
Po kilku minutach stanęłam przed innymi drzwiami i nerwowo przygryzałam wargę.
Drzwi się otworzyły, uwalniając zapach cynamonu. Blaise spojrzał na mnie nierozumiejącym
wzorkiem.
- Rozstałam się z Harrym.
Nie mówiąc nic, zamknął mnie w ciasnym uścisku, a ja wreszcie poczułam się
naprawdę szczęśliwa.
***
Było już późno. Siedziałam sama, wpatrując się w śnieg za
oknem. Nie chciałam spędzać kolejnych świąt samotnie. Wychodząc z domu nie
wiedziałam, gdzie chcę iść. Nogi same mnie poniosły i podświadomie skierowałam
się w drogę prowadzącą do pustelni Augustusa. Jak zwykle do drzwi musiałam się
dobijać. Roowood był paranoikiem i kiedy nie chciał po prostu nie otwierał
drzwi. Sama nie wiedziałam dlaczego na moich policzkach pojawiły się łzy. Gdy miałam
już iść,Augustus stanął w otwartych
drzwiach.
- Co ty… - nie
pozwoliłam mu dokończyć. Nie potrzebowałam teraz wykładów tylko miłości. Widziałam zdziwienie na jego twarzy. Pierwszy
raz byłam tak bezpośrednia. Nie obchodziły mnie konsekwencje. Teraz chciałam
być z nim.
***
- Draco – mój głos był tak miły, że każdy by się
zorientował o co chodzi - Ale naprawdę, tak bardzo, bardzo nie chcesz ugotować
obiadu?
Blondyn zdecydowanie nie wyglądał na przekonanego.
-Ale wiesz jak bardzo cię kocham?
-Co z tego będę miał?
Cholera, o tym nie pomyślałam.
-A co byś chciał?
Jego uśmiech był tak czysto ślizgoński, że wszystko było
jasne. Kiwnęłam tylko głową, a na jego twarzy wykwitł radosny uśmiech.
Hej hej :D Poniżej wstawiam mini-miniaturkę :D 338 słów. Mam zaczętych kilka m.in Sevmione, Hermiona + Blaise i Lucmione, ale nie mam bladego pojęcia kiedy je dodam, bo przy 6 angielskich, 8 polskich, 5 historiach w tygodniu nie będę miała zbyt dużo czasu na pisanie :c Przynajmniej będę miała godzinę łaciny tygodniu *.*
Wszystkie słowa kursywą są fragmentami piosenki "Nawet nie wiesz jak to jest"
Soł enjoy ;)
Zwykli
ludzie niewiedzą jak to jest być podwójnym szpiegiem dwóch największych
czarodziejów swoich czasów.Nigdy nie
wiadomo co przyniesie kolejny dzień. Czy Czarny Pan ‘przypadkiem’ nie dowie
się, że najbardziej oddany podwładny go okłamuje? Czy może po prostu dla
własnej rozrywki będzie go torturował, aż doprowadzi go do stanu, gdy minuty
będą dzielić go od śmierci? Zwykli ludzie nie mają pojęcia jakimi spojrzeniami
inni go obrzucają. Pogarda, złość, wstręt.
Kogo obchodzi, że osobą, która najbardziej go nienawidzi jest on sam?
Te
czasy są jak zima, tylko dlaczego nie chce nadejść wiosna? Dlaczego mrozy
trwają nieprzerwanie od kilku już lat? Szron pokrywa ziemię nie pozwalając jej
wydać dorodnych plonów.
Jednak
jest iskierka, która ociepla serce Severusa Snape’a nie tylko w najmroźniejsze
dni. Brązowowłosa Gryfonka wiele zmieniła w jego zimnym życiu. Nadała mu sens
oraz ciepło, które pozwala mu zwalczyć najsilniejsze ataki lodu, jakim jest
Lord Voldemort. Hermiona jest dla niego cudem w tych bezuczuciowych czasach. Wniosła
chwile radości, spokoju. Uczucia, że komuś na nim zależy. Potrafiła rozpalić
płomień, który ledwo się już tlił.
Słońce wznosi się, jakby cieplej jest.
Dzięki
niej jego ziemia odżywa na nowo. W jego życiu nie ma nic bardziej wartościowego
od niej.
Przecież nic, prawie nic nie mam już.
Wciąż jest przy
niej. Muszą pokazać innym, że jest o co walczyć.
Tylko
sił trzeba nam, żadnych łez.
On
nie wyobraża sobie życia bez niej. Gdyby zginęła, jego życie straciłoby sens.
Będzie
walczył dla Niej. Nikomu nie pozwoli jej skrzywdzić, póki ma coś w tym
względzie do powiedzenia. Tylko ona trzyma go przy życiu.
Bez ciebie chwili bym nie przeżył ani jednej.
Ona
wierzy, że wygrają i przeżyją oboje. Bo jakie by było życie bez niego?
Dzisiaj ty, tylko ty trzymasz mnie.
Oboje
wierzą, że im się uda. Dzień zwycięstwa będzie wspaniały, nie tylko dlatego, że
czarodziejska Anglia znów będzie wolna od Lorda Voldemorta. Będzie wspaniały
ponieważ będą mogli żyć w swoim świecie, nie martwiąc się, że druga osoba
zginie z ręki Śmierciożerców.
Dziś dzisiaj
będzie piękny dzień, za rękę cię poprowadzę przez świat… mój. Chcesz?
Przepraszam, że nic długo się nie pojawiało, ale miałam małe problemu z internetem :/
Tym razem przed Wami Dramione z dedykacją dla Mrs M. ;)
/nie zbetowana
To
był kolejny ciężki dzień w pracy w tym tygodniu, dlatego postanowiłem iść do
parku, zamiast wracać do pustego mieszkania. Usiadłem na pierwszej lepszej
ławce i zagłębiłem się w lekturze książki, którą akurat miałem przy sobie.Pewnie wiele osób zdziwiłoby się widząc mnie
czytającego „Carrie”, która przecież jest dziełem mugola. Nagle usłyszałem
czyjeś kroki, a zaraz po tym poczułem zapach frezji. Gdy podniosłem głowę znad
książki, za rogiem zniknęła dziewczyna w czerwonej sukience. Zdążyłem tylko
podziwiać zgrabną łydkę oraz powiewające brązowe włosy. Rozejrzałem i na jednej
z ławek zauważyłem aparat fotograficzny. Oglądnąłem się, poszukując
właściciela, ale wszystko wskazywało na to, że aparat zostawiła dziewczyna,
którą chwilę wcześniej widziałem. Usiadłem na ławce i wziąłem aparat do ręki. Z
tego co się orientowałem, był to jeden z nowszych modeli i na pewno nie tych
najtańszych. Uśmiechnąłem się sam do siebie na myśl, że jeszcze niedawno
przeklął bym się za tak dobrą znajomość mugolskiego sprzętu. Włączyłem podgląd
i w końcu zobaczyłemtwarz tajemniczej
nieznajomej. Tyle, że gdy spojrzałem w ekran ona już nie była nieznajomą. Z
aparatu spoglądała na mnie smutna twarz Hermiony Granger. Na kolejnym zdjęciu
całowała się Weasley’em. Cała scena musiała mieć miejsce najwyżej kilkanaście
minut temu, bo w tle rozpoznałem pobliską altanę, a Granger miała na sobie
czerwoną sukienkę, którą widziałem.
Przypomniałem
sobie koniec siódmego roku, gdy zaczynało się między nami rodzić coś więcej.
Jednak ona była z Wieprzlejem, a ja z Astorią, więc nic nie mogło się wtedy
stać.
Nie
rozgrzebując dalej przeszłości, wziąłem aparat i poszedłem ścieżką, którą
chwilę wcześniej szła Hermiona. Jak się okazało wiodła ona do jednej z głównej
ulic. Znów to samo. Gdy tylko wyszedłem zza drzew, zobaczyłem skrawek czerwonej
sukienki znikającej za rogiem budynku.Mogłem biec, ale to i tak nic by nie dało, ponieważ ja byłem na początku
ulicy, a ona już skręciła w inną i mimo wysokich obcasów poruszała się dość
szybko. Przewiesiłem więc aparat przez
ramię iruszyłem w swoją stronę
zapisując w myślach, że muszę spotkać się z Blaise’m, który spotyka się z Wiewiórą,
która na pewno miała jakiś kontakt z Granger.
Wróciłem
wieczorem do domu i odłożyłem aparat na półkę. Obok leżała kartka, którą
dostałem kilka dni wcześniej. Nott stwierdził, że dawno się nie
spotykaliśmyw „Hogwardzkim” jak to
określił towarzystwie i zaprasza wszystkich na grilla. Uznałem, że czemu nie.
Ostatnio i tak poza pracą nic nie robiłem, więc to była idealna okazja by się
rozerwać.
W ten
oto sposób kilka dni później wylądowałem w centrum magicznego Londynu.Jak się okazało Blaise i Wiewióra również tam
byli. Tak jak i połowa naszego rocznika. Ciepły wieczór i Ognista sprawiły, że
wreszcie oderwałem się od pracy i świetnie się bawiłem. W pewnym momencie
usłyszałem jak Ruda opowiada coś Brown i Parvati.
- Ron
ten idiota zaprosił ją do parku. Nawet róże jej przyniósł. Hermiona wzięła ze
sobą aparat, bo myślała, że cały dzień spędzą włócząc się po mieście, a wiecie
jak ona uwielbia robić zdjęcia. –
opowiadała.
Reszta
dziewczyn ekscytowała się jej opowieścią, ale mi coś nie pasowało. Po pierwsze
wtedy w parku była sama, a poza tym, z jej sylwetki bił taki… smutek?
- I
potem mój pozbawiony mózgu brat poprosił jakiegoś przechodnia żeby zrobił im
zdjęcie. Wiecie, słodka fotka, całują się, w tle park. Ale jak się później
okazało to był pocałunek na pożegnanie. Zaraz po tym poszedł na randkę z inną i nawet
się z tym nie krył. Hermiona była tak załamana, że z tego wszystkiego zostawiła
ten aparat na ławce.
Gryfonki
i kilka Ślizgonek, które przyszły w trakcie opowieści, pomstowały nad całym
męskim rodem, a ja uznałem, że muszę pogadać z Ginny na osobności.
Chwilę
później, gdy Weasley szła w stronę Zabiniego, zagrodziłem jej drogę.
-
Byłem wtedy w parku – stwierdziłem spokojnie.
- Co?
– Ruda wykazała się elokwencją.
-
Mówię, że byłem wtedy w parku. Widziałem Granger ale jej nie dogoniłem, bo
zniknęła mi z oczu.
Na
twarzy Gryfonki pojawił się wyraz zrozumienia.
-Hermiona
powinna tu za chwilę być, więc będziesz miał okazję by oddać jej aparat.
Kiwnąłem
tylko głową i pozwoliłem jej przejść. Ruszyłem w stronę jeziora, gdy usłyszałem
głos Rudej.
- Nie
zmarnuj tego tym razem.
Obróciłem
się zdziwiony, lecz ona już podeszła do Blaise’a i teraz opowiadała mu coś ze
śmiechem.
Usiadłem
na piasku i znów wspomniałem siódmy rok. Jak to się stało, że przez tyle lat
nie wracałem do tego co mogło między nami być, a teraz w ciągu kilku dni robię
to już kolejny raz?
Moje
rozmyślania przerwała mi głos wiewióry. Podeszła do mnie i zauważyłem jak
starsza Gryfonkanagle zesztywniała.
-Okazało
się, że Malfoy był wtedy w parku i cię widział, tylko nie zdążył cię dogonić, a
potem zniknęłaś mu w tłumie. Tak czy inaczej on ma twój aparat.
Hermiona
spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
-Naprawdę?
– w jej głosie pojawiła się radość. Ja nie odpowiedziałem, tylko znów kiwnąłem
głową, za to na jej ustach pojawił się uroczy uśmiech, który dobrze znałem.
-Jeśli
podasz mi adres jutro po pracy ci go podrzucę.
Hermiona
skinęła głową i na małej karteczce zapisała mi swój adres, jak się okazało
mieszkała blisko mnie.
Gdy
następnego dnia podałem jej aparat, natychmiast usunęła zdjęcia Weasley’a. Na
początku była zdenerwowana, z resztą ja też, ale z czasem czuliśmy się coraz
swobodniej w swoim towarzystwie.
Spotykaliśmy
się coraz częściej, czasem przypadkiem, czasem nie. Zakochałem się w niej i z
jeszcze większą siłą uderzyło nas to, na co kila lat wcześniej nie mogliśmy
liczyć. Tak zaczęła się nasza bajka, która nadal trwa.